niedziela, 12 kwietnia 2015

Bez mgły. Rozdział 4

-(…)że można spróbować. Na początek przejdziemy się tobą po korytarzu, kilka razy i jeśli pójdzie nam to płynnie to zaczniemy robić większe kroki, takie jak chodzenie po mieście, rozmawianie oraz podnoszenie różnych rzeczy. Tylko nie możesz się zapierać, bo wtedy jest nam bardzo trudno się poruszać. Po prostu daj się ponieść dobrze?
-No okej – powiedziała lekko wahając się. Nie była pewna czy tego chce. Czy oddanie demonom kontroli nad sobą by siać zniszczenie tylko po to, by dowiedzieć się co się kryje pod mgłą jest tego warte? Czy naprawdę tego potrzebuje? Tak. Do tego chciała dążyć i postanowiła, że trudno. Świat  musi ucierpieć dla jej szczęścia. Przecież to ona jest obdarowana, a nie świat. To ona tu rządzi.
-Jakieś jeszcze wymagania? – zapytała.
-Tak. Nasz Pan nie może się o tym dowiedzieć. Na 99,9% nigdy go nie spotkasz, nawet nie zobaczysz, ale jeśli to by się jednak wydarzyło, to ty nic nie wiesz, dobrze?
-Niech wam będzie. To wszystko?
-Tak. Gotowa na mały spacer?
-Jasne. Zawsze jestem gotowa na sianie zniszczenia – odpowiedziała sarkastycznie. Wciąż nie do końca była pewna czy chce być ta zła. Warto spróbować. Czekała aż coś się wydarzy. Nic. Nic się nie działo. Czekała tak już chyba 5 minut, aż w końcu zapytała:
-Co się dzieje? Robicie coś czy nie?
-No właśnie próbujemy, ale coś jest nie tak. Jakbyś…. jakbyś miała jakąś blokadę. Jakąś zaporę. To chyba dlatego, że się boisz. Musisz się uspokoić i nam zaufać – łagodnie powiedział Lucky.
Luna nie wiedziała jak to zrobić. Coś w niej, coś w środku jej nie pozwalało. Nie mogła powstrzymać tego strachu. Bardzo tego chciała, ale nie mogła. Próbowała, ale się nie udawało. W końcu, poczuła jak płynie. Jak szybuje nad chmurami. Koło niej latały anioły i dmuchały na nią chmurami. Ona, leciała za nimi z radosnym uśmiechem. Wzięła do ręki kawałek jasnoróżowej chmurki i dmuchnęła nią w młodego aniołka, który leciał tuż przy jej lewej ręce. Takiego szczęścia nie zaznała jeszcze nigdy. Zawsze wolała być nieszczęśliwa niż szczęśliwa. Teraz, nagle coś się zmieniło. Ta radość jakby wypełniała ją całą. Chciała, żeby to trwało wiecznie. Nie miała pojęcia co się z nią dzieje na ziemi, ale już ją to nawet nie obchodziło.
Luna obejrzała się za siebie i zobaczyła pięknego konia, który posiadał duże  i majestatyczne skrzydła. To był pegaz. To wszystko było takie piękne, takie kolorowe. Bała się, że to może być tylko sen. Właściwie, to był w pewnym sensie sen. Dziewczynka zatrzymała się, a koń do niej podleciał. Usiadła na jego grzbiecie i zasnęła.
                                                                               *     *      *
Bum! Luna uderzyła o ziemię i wskoczyła do swojego ciała. Ten piękny świat, ten piękny sen, zniknął. Słyszała śmiechy. Zastanawiała się, skąd one dochodzą. Ach tak! No właśnie! Przypomniało jej się że przecież te potwory w jej głowie się śmieją! Jak mogła o tym zapomnieć?
-To było niezłe, Ricky. Najlepszy żart wszechczasów – powiedział Ozi, głośno śmiejąc się.
-To prawda Ozi, po prostu kiedy to zrobił, ledwo powstrzymałem się od śmiechu – odezwał się Joy.
-Koledzy, trochę powagi! Przypominam, że Luna już do nas wróciła i że wszystko to słyszy! – warknął Lucky. On zawsze był taki poważny.  Praktycznie nigdy się nie śmiał. Uważał, że taka osobistość jak on, nie może sobie pozwalać na śmiech. Dlaczego był osobistością? Nie chciał jej powiedzieć. Pewnie to też była tajemnica. Inne demony słuchały się go, jakby to on był Panem. Dziewczynka chciała się dowiedzieć, co takiego śmiesznego się stało. Przecież to chyba nie była tajemnica?
-Opowiedzcie mi, co takiego śmiesznego zrobiliście?
-Eeee tam, lepiej żebyś nie wiedziała. Zrobiłem to tobą, dlatego możesz się zdenerwować – powiedział Ricky.
-Lepiej jej powiedz. Pewnie ta Alis zaraz tu przyjdzie, a lepiej żeby mała wiedziała o co chodzi – odezwał się Joy.
-Co?! Co wyście ze mną zrobili?! Dlaczego Alis tu zaraz przyjdzie?! – zapytała, a wręcz wrzeszczała Luna.
-No bo jak chodziliśmy po tym korytarzu, to nagle z pokoju wyszła Alis, wzięła cię za rękę i powiedziała, że czas na obiad. Wtedy my postanowiliśmy się nie wstrzymywać i poszliśmy z nią. Nie za bardzo wiedzieliśmy, co miałaś na talerzu. To było jasnobrązowe i śmierdziało. Więc wzięliśmy to do ręki i zaczęliśmy jeść. Nie było to za dobre, ale jedliśmy. Alis powiedziała, że mamy to odłożyć i zacząć normalnie jeść, oraz zapytała czy coś jest nie tak. Nic nie powiedzieliśmy i zaczęliśmy siedzieć  bezczynnie, bo co to znaczy normalnie jeść? Przecież jedliśmy normalnie. No ale wtedy Ricky przejął całkowitą kontrolę i uderzył twarzą w talerz.
-Po co?! – zapytała wystraszona dziewczynka.
-No żeby jeść. Jeśli dla niej, jedzenie ręką to nie normalne jedzenie, to znaczy że jecie jak kury. No to zacząłem dziobać mięso jak kura nasionka. Rozrzucałem jedzenie po całym stole i dalej, więc Alis szybko wstała i się ode mnie odsunęła. Koło mnie stała szklanka kolorowym płynem. Nie wiedziałem jak się napić, więc zacząłem chłeptać napój jak pies. Przyznam szczerze, był pyszny. Alis zaczęła coś do mnie krzyczeć, ale ja nie zwracałem na to najmniejszej uwagi. W końcu wszystko zjadłem i wybiegłem jak kura ze stołówki, wróciłem do pokoju i oddałem ci kontrolę. No, i tak to właśnie było.
Luna była strasznie zła na swoich przyjaciół. Nie spodziewała się, że to tego dojdzie. Już więcej nie odda im kontroli! Nigdy więcej! To co jadła, czy oni jedli, to musiała być ryba w panierce. To co piła, to był kompot. Dobrze wiedziała, że wyląduje u dyrektorki. Była ona złą kobietą. Była już dość straa i nie lubiła dzieci, a szczególnie, kiedy rozrabiały. Bała się jej, nawet bardzo. Wiedziała też, że będzie miała kłopoty z Alis.
Nagle do pokoju wpadła jej opiekunka i wyciągnęła ją za rękę na korytarz. Luna nie stawiała żadnego oporu, nie udałoby się jej uciec. Alis nic nie mówiła. Szły w kierunku gabinetu dyrektorki Shermen. Kobieta tylko pchnęła swoją podopieczną za drzwi i zamknęła je z hukiem. Przed nią stała wyskoka i koścista kobieta, patrząc na małą chłodnym wzrokiem. Luna popatrzyła się na nią błagalnie.
-Proszę, proszę, proszę…. Toż to pani Still. Nigdy tu pani nie widziałam – dyrektorka pochyliła się nad nią i spojrzała na nią swoimi piwnymi oczami. Dziewczynka miała wrażenie, że przeszywa ją chłud.
-Wreszcie się uaktywniłaś, moja droga. Każde dziecko w tym sierocińcu choć raz, jeden raz tu było. Tobie się to jeszcze nie zdarzyło. Aż do dzisiaj. Bardzo mnie to ciekawi i chciałabym się dowiedzieć co takiego narobiłaś – powiedziała sarkastycznie pani Shermen. Luna tylko stała i patrzyła się na nią przerażona. Po raz pierwszy w życiu, czuła tak wielki strach. I to na dodatek przed jedną, kościstą staruszką! Czuła się jak na komisariacie policji: wszystko co powie, zostanie wykorzystane przeciwko niej. To było okropne uczucie.
-No proszę cię Luno, odezwij się i mi opowiedz, co wydarzyło się na stołówce – odezwała się kobieta, udawanym słodkim głosem.
-Ja… Ja jadłam. Po prostu jadłam – odpowiedziała czując wielką gulę w gardle.
-Taak? Z tego co słyszałam, to nie jadłaś tak… po prostu, ale jadłaś tak nie po prostu. Czy się nie mylę?
-Nie, pani Shermen.
-To jak jadłaś? Chcę się czegoś więcej dowiedzieć –  dalej słodkim głosem, mówiła dyrektorka.
-No jadłam jak zwierzęta. Człowiek też jest w pewnym rodzaju zwierzęciem. Chyba się nie mylę proszę pani? – dziewczynka postanowiła zagrać inaczej. Użyje tej samej broni co ona. No, może nie dokładnie takiej samej, ale podobnej.
-Ty szczeniaku! Jak śmiesz się tak do mnie odzywać?! Jesteś bezczelna! To dzięki mnie masz so jeść, w co się ubrać a ty tak mi dziękujesz? To nie ja mam z ciebie wyciągać informacje tylko to ty masz mi wyśpiewać wszystko! Wręcz masz to wyrecytować! Zrozumiano? – krzyknęła zdenerwowana kobieta.
-Tak jest, proszę pani – Luna postanowiła sobie odpuścić, bo wiedziała, że tak daleko nie zajedzie. Uznała, że powie jej wszystko, dokładnie wszystko.
-To gadaj, co żeś robiła w tej stołówce.
-Jadłam rybę. Nie jadłam jej normalnie, jadłam ją jak kurczak. Kompot piłam jak pies, a później wybiegłam z sali, dalej udając kurczaka. To właśnie się stało.
-Ach no dobrze, to teraz wytłumacz mi dlaczego tak zrobiłaś-powiedziała chłodno pani Shermen.
Luna nie wiedziała co powiedzieć. Musiała coś wymyślić, bo przecież nie ona to wtedy robiła. Przez moment milczała, ale zaraz wpadł jej do głowy pomysł.
-Uznałam, że jeśli człowiek też jest rodzajem zwierzęcia, to powinniśmy upodabniać się do nich, a że nie wiedziałam co leprze, czy kurczak czy pies, to wybrałam oba – powiedziała, dumna ze swego pomysłu.
-Co?! Skąd ci nagle do głowy przyszła myśl, że ludzie to zwierzęta?! – zapytała zdenerwowana kobieta.
-Z książki przyrodniczej. O podobieństwie ludzi i zwierząt.
-Przynieś mi tą książkę! Natychmiast! – dziewczynka posłusznie wybiegła z gabinetu i popędziła do biblioteki po książkę. To co mówiła było prawdą, faktycznie czytała ostatnio taką książkę. Szybko popatrzyła po regałach i znalazła. Wzięła atlas do rąk i pobiegła do dyrektorki. Nie mogła się doczekać, kiedy zobaczy jej minę jak ujrzy zdanie: „W zasadzie ludzie to pewien rodzaj zwierzęcia. Są do nich bardzo podobni”. Zatrzymała się przed drzwiami gabinetu i zaczęła szukać tej strony. Gdy już ją znalazła, wsadziła tam palec i zamknęła książkę. Odetchnęła, popchnęła drzwi i weszła do środka. Nic nie mówiąc położyła atlas na biurku, tuż przy rękach dyrektorki i otworzyła go na odpowiedniej stronie. Wskazała palcem to zdanie i przeczytała na głos:
- ”W zasadzie ludzie to pewien rodzaj zwierzęcia. Są do nich bardzo podobni. Człowiek powstał od małpy, czyli od zwierzęcia.” Książki się nie mylą – powiedziała z uśmiechem Luna. Kobieta zaczęła się robić czerwona. Dziewczynka bała się, że zaraz wybuchnie, więc odsunęła się kilka kroków do tyłu.
-Ty mała złośnico! Ty mała larwo! Ty…. Ty… ty potworzyco! – wrzeszczała wściekła dyrektorka.

-Spokojnie proszę pani, pani chciała zobaczyć, to pani pokazałam. To może ja już pójdę? – zapytała wystraszona, bo bała się, co zaraz może się stać. Nie czekając na odpowiedź wybiegła z gabinetu i co sił w nogach pędziła do swojego pokoju. Szybko wpadła do niego zdyszana. Na nią, czekała już Alis.


Dzisiaj tak dużo, bo chciałam wam wynagrodzić to, że tak długo nie było posta. Serdecznie przepraszam i mam nadzieję, że wam się spodoba. Zapraszam do komentowania ;>

piątek, 13 marca 2015

Bez Mgły. Rozdział 3

(…)- Na przykład oddać wam kontrolę…– powiedziała z nutką tajemniczości Luna.
- „Oddać kontrolę” czyli? – zapytał Joy.
- Czyli na jakiś czas, pozwoliłabym wam przejąć nad moim ciałem i umysłem kontrolę. Zrobilibyście ze mną co chcecie, ale oczywiście bez przesady – w głowie dziewczynki na stało poruszenie. Słychać było zachwyt, ale zarazem poruszenie. Jedni się cieszyli, drudzy uznali, że to głupie.
- Dlaczego to ma być głupie? Przecież nie raz opowiadaliście mi o swoich rozległych marzeniach zapanowania nad światem – zapytała zdziwiona.
- Możemy przejąć nad tobą zapanować kiedy tylko będziemy chcieli – zaśmiał się Ozi.
- Dobrze, w takim razie spróbujcie – odpowiedziała z przekonaniem, że im się to nie uda. Nagle zaczęła czuć, że się unosi, że opuszcza swoje ciało. Pływa między chmurami, jest bardzo szczęśliwa. W pewnym momencie zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że waśnie demony przejęły nad nią kontrolę. Postanowiła się nie dać i mocno chciała tego, by powrócić do swojego ciała. BUM! Poczuła jakby uderzyła o ziemię. Stała przed drzwiami swojego pokoju. Alis coś do niej mówiła.
- Luna! Dziecko czy ty mnie w ogóle słyszysz?! – krzyczała na nią wściekła. Dziewczynka tylko popatrzyła na nią i lekko pokiwała głową. Wtedy kobieta wyraźnie się uspokoiła. Popatrzyła na nią swoimi błękitnymi oczami, w które Luna lubiła patrzeć, i mocno ją do siebie przytuliła. Później wzięła ją na ręce i położyła w jej łóżku.
- Może zrobisz sobie drzemkę? – zapytała Alis. Jej podopieczna odwróciła się do niej plecami i zamknęła oczy. Kobieta po cichu wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
- A jednak wam się udało – powiedziała dziewczynka do demonów.
-I co niedowiarku? A jednak jesteśmy sprytniejsi od ciebie – powiedział jeden z nich.
-To może spróbujmy jeszcze raz? Teraz na pewno wam się nie uda.
- Taaa, jasne, a Leartydy umieją pływać – odpowiedział Ricky. Nagle wybuchło zamieszanie i wszyscy zaczęli na niego krzyczeć. Wyzywali go od łajdaków, a co niektórzy nawet grozili, że poskarżą się Panu. On wtedy zamilkł.
- Co to Leartydy? – zapytała zaciekawiona dziewczynka. Wtedy Lucky krzyknął do Ricky’ego, że to jego wina, że nie potrafi trzymać języka za zębami i że teraz niech to odkręca. Wyraźnie było po nim widać jego wściekłość.
- A po co ci to wiedzieć mała? Tylko będę zawracał ci gitarę! Odpuść dobie, innym razem ci powiem – tłumaczył się Demon. Luna nie dawała za wygraną:
- No powiedz! Natychmiast!
- Ojeju, jaka władcza, królewna – zaśmiał się Joy.
- Dobrze, niech wam będzie, odpuszczę sobie tylko dlatego, że chcę spróbować jeszcze raz zaprzeć się waszej kontroli – dziewczynka postanowiła, że nie będzie tego ciągnąć.
- Ok, twój wybór – odpowiedział Lucky, a wtedy Luna zaczęła myśleć o ziemi, o tym, że wciąż siedzi na swoim łóżku, i z całego serca pragnęła, by się stamtąd nie ruszyć. Poczuła silne ukłucie i szybko otworzyła oczy. Zaczęła intensywnie mrugać. Właśnie oparła się władzy demonów! Udało jej się! Udowodniła, że jest od nich silniejsza! Teraz już wiedziała, że mogą ją kontrolować tylko za jej zgodą. To była rzecz, którą właśnie odkryła. Rzecz, której nie posiadali inni obdarowani.
- A co do tej umowy, to razem wszyscy uznaliśmy, że….


To był 3 rozdział. Chyba najdłuższy ze wszystkich jak dotąd. Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale nie miałam i czasu, i weny. Nie powiem wam, kiedy następny rozdział, bo sama jeszcze nie wiem. Wena może mnie nadejść w nocy o północy lub o 6 rano ;)

piątek, 6 marca 2015

Bez Mgły. Rozdział 2

   W całym korytarzu sierocińca było słychać jej nucenie. Ta jedna, jedyna melodia, którą lubiła nucić. To były właściwie jedyne dźwięki jakie można było od niej usłyszeć. Nic nigdy nie mówi, ale czasami nuci. Smutną, tajemniczą melodie. Nie wiadomo skąd ją zna. Nigdy nie miała rodziców, więc nie miał kto jej ją nauczyć. A własnie, co do jej rodziny. Obdarowani zazwyczaj mają również obdarowanych rodziców. Ale Luna nie. Nie miała nigdy rodziców. Ona była kiedyś cząstką mgły, ale udało jej się oderwać od reszty i zejść na ziemie w postaci małego, bezbronnego dziecka. Dlatego też jest obdarowana. 
W jej głowie dzieją się różne rzeczy. Mącą się tam różne potwory i demony które z nią rozmawiają. Dziewczynka jednak ma swój cel w życiu. Chce dowiedzieć się co kryje się pod mgłą. Wie, że są tam różne złe stworzenia, ale wie też, że są tam nie tylko one. Kiedyś, jeden z nich napomknął coś o tym, ale reszta go za to skarciła. Demony nie mogą opowiadać co się dzieje pod mgłą, inaczej zostaną zniszczone. Od tego czasu, Luna próbuje jako dostać się do informacji, wymusić na swoich przyjaciołach by jej opowiedzieli. 
    Każde dziecko w tym sierocińcu ma własnego opiekuna, który jest dla niego jak matka, lub ojciec. Tym razem Luna nie jest wyjątkiem. Ma swoją opiekunkę, Alis. Wesołą i pogodną kobietę, która jedyna nie ma problemu z ponurością Luny. Dziewczynka nie odzywa się do niej, ale bardzo ją lubi, nie kocha. Ona nie potrafi kochać.
Alis właśnie przyszła jej pomóc przygotować się na śniadanie.
-Dzień dobry skarbie! To co? Zacznijmy od umycia ząbków! - nakłada pastę na szczoteczkę i podaje ją Lunie. Ona powolnymi, lecz skutecznymi ruchami myje je. Później Alis zakłada na nią sukienkę, bierze ją za rękę i zabiera na śniadanie. Schodzą na dolne piętro budynku, do dużego pomieszczenia z kilkoma stołami. Gorące parówki i jajko zaczynają stygnąć. Opiekunka dziewczynki pomaga Lunie wejść na krzesło, które jest nieco wyższej od niej, i sama siada na krześle naprzeciwko dziewczynki. Są same, przy czteroosobowym stole. Zaczynają jeść.

                                                                    *   *   *

Alis odprowadza swoją podopieczną do pokoju.
- Może pobawimy się w coś? Na przykład w berka, albo w chowanego? - pyta, ale Luna odchodzi od niej i siada na łóżku. Zrezygnowana kobieta wychodzi. W głowie dziewczynki już rozpoczynają się rozmowy:
-Cześć, wróciłam ze śniadania. Macie dla mnie jakieś informacje o mgle? - zadaje pytanie Luna, choć i tak wie jakiej może spodziewać się odpowiedzi.
-Tak, mamy. Jak codziennie - odpowiada sarkastycznie jeden z potworów, a reszta zaczyna się śmiać.
-Możecie sobie ze mnie nie żartować? Dlaczego nie chcecie mi nic powiedzieć, przecież się przyjaźnimy.
-Luna, ile razy mam ci powtarzać, że obowiązuje nas kodeks, przez który nie możemy ci powiedzieć. Naprawdę bardzo cię lubimy, ale nie chcemy łamać zasad - odpowiada Lucky. Luna dała mu takie imię, ponieważ go lubi najbardziej. Jest też Joy, Ozi i Ricky. Reszty nie nazwała.
-Ale bardzo was proszę, tylko trochę mi opowiedzcie. Nikomu o tym nie powiem - dziewczynka dalej próbuje wyłudzić od nich informacje.
-Nie!
-Proszę, bardzo!
-NIE! - wrzasnął zdenerwowany Lucky. Dziewczynka się aż zatrzęsła.
-A jeśli ja bym też coś dla was zrobiła? Na przykład...


Dzisiaj takie zakończenie. Takie urywające się, tajemnicze, które zmusza was do przeczytania następnego rozdziału :D. Nowy post jutro, lub po jutrze.


czwartek, 5 marca 2015

Pewne trudności

Zdałam sobie sprawę, że niektórzy mogliby źle odebrać  pierwszy rozdział "Bez Mgły". Ktoś mógł zrozumieć  to tak, że w życiu człowieka wymienione prze ze mnie problemy są nie ważne. Chodziło mi tylko o to, że w porównaniu z tym co się kryje pod mgłą, to są błahostki. To tyle ;)

Bez mgły. Rozdział 1

Na świecie istnieje wiele problemów i trosk. Ludzie ciągle się nimi martwią i myślą tylko o nich. Zastanawiają się jak od nich uciec, sprawić by zniknęły. Próbują i niektóre znikają, niektóre zostaną na zawsze. Ale problemy zwykłych ludzi to pikuś, w porównaniu z problemami świata. Nie chodzi mi o jakaś dziurę ozonową czy coś w tym stylu, mi chodzi o mgłę. 
Wszystkie prawdziwe problemy są przykryte mgłą, która ma chronić ludzkość przed chaosem. Zastępują je błahostki, czyli: choroby, długi, uzależnienia, śmierć bliskich, itp. Pod mgłą czają się niewyobrażalnie przerażające potwory, demony, które chcą kierować życiem każdego człowieka. Mgła im na to nie pozwala, ale niektórym udało się przez nią przedostać,ale tylko dość małe i nie ważne. Były to wyżej wymienione troski. 
Istnieją jednak osoby, które otrzymały dar lub klątwę - jak to niektórzy mówią.Oni potrafią dostrzec i rozmawiać z tymi właśnie istotami. Demony przez ludzi mogą kontaktować się z resztą ich przyjaciół będących na świecie. 
Jedną z takich osób jest Luna. Mała sierota ze starego, prawie pustego domu dziecka na krańcu miasta Serwiell (czyt. Serwill). Luna posiada dar. Ona jednak potrafi o wiele więcej niż inni obdarzeni. Ona potrafi nie dość, że utrzymywać z nimi stały kontakt, to potrafi jeszcze kierować ludźmi, z niewielką pomocą demonów. Stworzenia te zazwyczaj próbują kierować obdarzonym człowiekiem, dlatego niektórzy uważają to za klątwę. Luna się z nimi przyjaźni i dostała prawo własnej woli, dlatego im pomaga. W stosunku do innych ludzi jest nieprzyjazna i chłodna. Woli spędzać czas na siedzeniu przy biurku lub na łóżku w swoim małym pokoju i rozmawianiu z potworami telepatycznie. Nie lubi towarzystwa społeczeństwa i woli "samotność". 

Na razie to tyle z mojego 1 rozdziału. Jest on dość krótki, ale inne będą o wiele dłuższe, obiecuje.Wyczekujcie następnego posta, powinien pojawić się jutro.

Moje Początki

No więc na początek krótkie info o blogu. Będę tu pisać opowiadanie mojego własnego autorstwa, "Bez Mgły". Opowiadanie będzie w temacie raczej trochę smutne na początku, może nawet momentami dla niektórych straszny, ale przede wszystkim fantastyczne. Dopiero zaczynam pisanie więc proszę o wyrozumiałość. I jeśli popełnię jakieś błędy ortograficzne to nie musicie mi tego wypominać,będę się starała ich nie robić ale wiecie, każdy może się pomylić ;). Mam nadzieje, że polubicie ten blog, na razie mam taki szablon, może go niedługo zmienie, może nie. Serdecznie zapraszam do czytania i zaczynam pisanie!